5 najczęstszych wymówek

… które automatycznie uruchamiają się w mojej głowie i utrudniają codzienne działania

5 wymówek

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że mam trudny charakter. Zawsze miałam tendencję do wpadania w sinusoidę: od euforii i ogromnego zaangażowania w to, co robię, po zrezygnowanie i ogólny “Weltschmerz”. Jak się zapewne domyślacie, nie sprzyjało to zbytnio mojej pracy nad czymkolwiek.

Kręciłam się w kółko, marnowałam mnóstwo czasu na myślenie, a nie działanie. Wynajdywałam wokół doskonałe wymówki, które skutecznie opóźniały podjęcie jakichkolwiek kroków do osiągania satysfakcjonujących rezultatów.

 

Postanowiłam więc skończyć z tym. Nie za rok czy dwa, ale tu i teraz. Koniec z podążaniem za negatywnymi wymówkami, które naczęściej pojawiały się w mojej głowie, gdy przychodził czas, aby ruszyć tyłek z kanapy.

Przyjrzałam się tym wymówkom, spisałam i postanowiłam je oswoić – ilekroć się pojawią, będę miała potężny arsenał do skutecznej walki z nimi.

5 wymówek, które utrudniają życie

1.  Boję się…

… porażki, rozczarowania, “co ludzie powiedzą?”, popełnienia błędów…

Jest całe mnóstwo powodów do strachu. Nawet istnieje lęk przed sukcesem! No bo jak mi się uda, to ludzie bedą walić do mnie drzwiami i oknami, więc jak ja to ogarnę? 😉

Nie wiem, jakie obawy masz Ty. Ja najczęściej miewam te wymienione na początku.

Czytając wywiady z ludźmi sukcesu, często zazdrościłam im odwagi w działaniu. Myślałam sobie, że oni się po prostu nigdy nie bali, że “od dziecka” mieli wysokie poczucie własnej wartości i zwyczajnie byli pewni, że osiągną sukces.

Dopiero, jak się uważnie wsłuchiwałam w ich wypowiedzi, wynikało z nich, że wcale tak nie było. Każdy ma swoje obawy, jedni mają ich więcej i są silniejsze, inni mniej odczuwalne.

Cechą wyróżniającą osób, które osiągnęły w życiu to, co chciały, nie była odwaga sama w sobie, ale właśnie podejmowanie działań POMIMO tych wszystkich ograniczających strachów i negatywnych wyobrażeń.

Jak to wygląda u mnie? Boję się wielu scenariuszy, które mogą się wydarzyć, ale wykonuję to, co sobie zaplanuję.

Lęk przed wystąpieniami publicznymi? Idealnie! Nie ma to jak wrzucić na fejsa publicznego ogłoszenia, że organizuję warsztaty maseczkowe i można przyjść, z kim się chce. A ja się będę produkować i liczyć, że nikt nie zauważy mojego zdenerwowania 😉

 

2. To za trudne.

Wiesz, generalnie życie nie jest łatwe. A to, co jakimś sposobem przychodzi bez wysiłku, nie daje takiej radości, prawda?

Ja wymyślam codziennie takie rzeczy, których nigdy nie robiłam i generalnie NIE WIEM, jak je zrealizować. Niektóre czekają na dogodny czas, żeby je doprecyzować i przemyśleć.

Gdy mam nowy pomysł, który chcę zrealizować, ale kompletnie nie wiem, jak się do tego zabrać, to przede wszystkim PYTAM. Pytam inne osoby, które już coś takiego robiły, proszę o wskazówki. Jeśli się da, podglądam, jak to zrobili (może mają nagrany filmik na YT? może wrzucili zdjęcia na FB, z których domyślę się, co i m było potrzebne do realizacji?).

Staram się wypisać wszystkie kroki danego działania, wszystkie rzeczy/gadżety/umiejętności, które powinnam najpierw posiąść, zanim dojdę do efektu końcowego.

Wtedy już nie jest tak trudno, jak się wydawało na początku.

3. Nie nadaję się do tego

O ile nie rozprawię się od razu z lękami z punktu pierwszego i rozpanoszą się one w mojej głowie, to przychodzi kolejna, chyba najbardziej destrukcyjna myśl.

“Nie nadaję się do tego”. Albo generalnie: do niczego się nie nadaję, jestem po prostu beznadziejna.

Czy to wnosi coś budującego? Nie. Czy po takim podsumowaniu da się cokolwiek zrobić, podjąć jakieś konstruktywne działania? Raczej ciężko będzie.

Dlatego najlepiej w ogóle nie włączać takiego myślenia, ale jeśli już się uruchomi, to rozpracować je na części pierwsze i porozmawiać samej ze sobą:

Dlaczego uważam, że się do tego nie nadaję? I tu odpowiedź, np: bo nie posiadam takich umiejętności, które umożliwiłyby mi realizację planów. Bo już robiłam parę razy coś podobnego i mi nie wyszło. Bo inni są odważniejsi/bardziej kreatywni/mają większe znajomości, a ja nie…

Wszystkie odpowiedzi staram się jeszcze bardziej doprecyzować, np. jakich umiejętności nie posiadam, żeby bez stresów prowadzić prezentację biznesową? Moja odpowiedź: nie znam dokładnie planu marketingowego, nie mam doświadczenia w takich prezentacjach, w takich sytuacjach jestem spięta i sztywna, nie umiem ciekawie opowiadać itp.

Wiec co mogę w tej kwestii zrobić, żeby ruszyć do przodu?

  1. nauczyć się planu marketingowego na blachę
  2. z punktu 2 – zapytać kogoś bardziej doświadczonego, pooglądać w sieci filmiki z podobnych prezentacji
  3. zadbać o MÓJ komfort – zrobić taką prezentację w małym gronie znajomych, może u mnie w domu, wypić sobie melisę przed spotkaniem 😉
  4. nauczyć się paru kwestii (takich, które są w zgodzie ze mną), może zainwestować w kurs storytellingu?

Tym sposobem z nic nie wnoszącego hasła “jestem beznadziejna” wykluła się lista zadań, które mogę wykonać. I jakoś tak ta moja beznadziejność już jest wątpliwa 😉

 

4.   Jestem chaotyczna/słabo zorganizowana/spóźnialska

Kolejne etykietki, które nic nie wnoszą. I z którymi rozprawiam się tak samo, jak w punkcie 3.

Świetnie o tym mówi Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu. Polecam zresztą jej bloga i grupę na FB, ponieważ po mistrzowsku rozprawia się z negatywnymi przekonaniami na własny temat.

 

5.   Nie zrobię tego tak dobrze, jak bym chciała…

… lub jak zrobiliby to inni (wiecie, eksperci z 20-letnim doświadczeniem w branży). Czyli cholerny perfekcjonizm.

Jeśli perfekcjonizm mobilizuje mnie do wykonania zadania na jak najwyższym poziomie, to pół biedy. Gorzej, gdy działa totalnie demotywująco, na zasadzie “jak mam to zrobić niedoskonale, to lepiej nie robić tego wcale”  lub gdy zmusza mnie do ślęczenia nad danym zadaniem bardzo długo i tracę czas na nieustanne poprawki i szlify.

Jeśli, podobnie jak ja, porównujesz się czasem do osób, które osiągnęły sukces w dziedzinie, w której też działasz, może dowiedz się, jakie były początki ich kariery? Widzimy przecież efekt pewnego procesu, pokonania drogi, często długiej i krętej, by ci ludzie znaleźli się w końcu na szczycie. Jak porównam się z kimś, kto konsekwentnie działa od kilku lat w branży, w której stawiam pierwsze kroki, to jak wypadam na tle tej osoby? No, blado.

Dlatego uczę się codziennie porównywać siebie… do samej siebie sprzed tygodnia, miesiąca, roku i docenić moją pracę. A, wierz mi, miałam z tym wieczny problem, ponieważ zawsze zauważałam swoje porażki, a nie sukcesy.

Jeszcze walczę z ciągłym udoskonalaniem mojej pracy, bo mam skłonność do skupiania się na detalach, którzy inni nawet nie zauważają 😉

 

A Ty?

Jakie masz wymówki, które utrudniają Ci działania? I jak sobie z nimi radzisz?

Bardzo jestem ciekawa, jak to u Ciebie wygląda. Podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzu – tutaj lub na FB Joanna Ulczok – Najlepszy Biznes Forever

Do zobaczenia!