Jak dobrze zacząć dzień? Sposoby na bezstresowe poranki

Poznaj parę trików, jak dobrze zacząć dzień i przestań się w końcu stresować.

AK DOBRZE ZACZĄĆ DZIEŃ

Nerwowe krążenie po mieszkaniu w poszukiwaniu kluczy, marudzące dzieci, przeklinanie pod nosem, wybieganie z domu na ostatnią chwilę… Znacie to? Ja znam aż za dobrze. Poranki “na wariata” stały się moją specjalnością do tego stopnia, że już w stresie kładłam się spać wieczorem. Nieraz wkurzałam się na moją córkę, która zbyt wolno ubierała buty, obarczając ją w myślach winą za całe to zamieszanie.

W końcu stuknęłam się w głowę i postanowiłam, że muszę coś zmienić, bo inaczej wykończę się nerwowo już na początku dnia i resztę planów szlag trafi. Podpatrywałam, jak inni sobie radzą, pytałam najbliższych, co można by zmienić, czytałam różne “dobre rady”. I, przede wszystkim, zaczęłam testować różne techniki i rozwiązania i sprawdzałam, czy pasują do mojego życia (w końcu liczy się kontekst!) i czy poprawiają cokolwiek w moim funkcjonowaniu.

Dla Was pewnie niektóre rzeczy będą banalne albo dziwne, ale może niektóre podsuną Wam jakiś pomysł na udoskonalenie własnego poranka.

Jak dobrze zacząć dzień? Rozpocznij go… wieczorem

Wieczorem, przed położeniem się spać, staram się jak najwięcej rzeczy przewidzieć i zaplanować. A im bardziej pilne zadania czekają mnie w pierwszej połowie dnia, tym dokładniej przygotowuję potrzebne rzeczy. Przede wszystkim wyciągam ubrania, swoje i dzieciaków, i układam je sobie na kanapie – czyli tam, gdzie się przebieramy (wiem, większość znanych mi osób ubiera się w łazience i ja sama przeważnie też tak robię, ale dzieciom pomagam się ubrać jednak w salonie, bo dla trzech osób łazienka jest już za ciasna 😉 ).
Dokładnie staram się przewidzieć, czego będę używała i co mi będzie potrzebne, i wyciągam sobie te rzeczy na wierzch – lub chociaż sprawdzam, czy na pewno znajdują się w tych miejscach, gdzie powinny. Już mi się parę razy zdarzyło, że byłam pewna znaleźć coś w konkretnym miejscu, a jednak okazywało się, że ta rzecz jest gdzie indziej – i traciłam czas na szukanie. Przygotowuję sobie:
  • torebkę
  • portfel
  • klucze do auta i domu
Gdy jadę gdzieś z synkiem lub chcę coś załatwić po odwiezieniu dzieci do przedszkola i do mojej mamy, kładę potrzebne rzeczy w przedpokoju tak, żebym prędzej się o nie potknęła, niż miałabym ich zapomnieć, np. dokumenty do księgowego, lista zakupów, przesyłki do wysłania.
I rzecz równie ważna, odkąd regularnie się odżywiam: przygotowuję dla siebie niezbędne rzeczy do zrobienia śniadania. Przeważnie jem omleta z owocami, więc wyciągam sobie na blat: patelnię, blender z końcówką do ubijania jajek, jajka, odmierzoną ilość owoców, odmierzoną ilość oleju kokosowego, miski do ubijania… Może dla niektórych będzie to dziwaczne, ale u mnie naprawdę świetnie się sprawdza i znacznie skraca czas spędzony w kuchni.

Zaraz… ale o której właściwie mam wstać?

Ta kwestia bywa problematyczna, ponieważ:

  • późno kładę się spać i wstawanie zbyt wcześnie jest nie lada wyzwaniem
  • pracuję w domu i nikt mnie nie rozliczy, jeśli się spóźnię do biura – co kusi, by olać system i spać do oporu
  • nie wiem, czy to cecha temperamentu, ale bardzo często mam problem z ustaleniem, co mi ile czasu zajmuje i przeważnie liczę na to, że się wyrobię ekspresowo – czy Wy też tak macie? 😉

Metodą prób i błędów ustaliłam sama ze sobą, że jeśli nie planuję zbyt wiele rano, to potrzeba mi minimum 1 h – olewam wtedy układanie włosów i makijaż (tak, miewam takie dni, gdy jedynie zawożę synka do mojej mamy i wracam zaraz z powrotem – wtedy pozwalam sobie na luz w kwestii pielęgnacji). Jeśli chcę rano więcej zrobić, wtedy przewiduję odpowiednio większy przedział czasu.

Zaznaczam od razu, że nie są to moje idealne ilości czasu i dążę do tego, żeby jednak wstawać wcześniej i robić więcej – np. wstępnie przygotowywać obiad. Próbowałam rano ćwiczyć na stepperze, ale takie wczesne treningi niezbyt mi pasują.

Przede wszystkim – spokój

Należę do nerwowych osób, które łatwo wyprowadzają z równowagi drobne potknięcia, zwłaszcza, gdy się spieszę i dodatkowo mam do ogarnięcia dzieci. Dlatego takie wcześniejsze poukładanie wszystkiego w głowie, na papierze (można zrobić sobie listę “to do” jako taki system na zorganizowane poranki i korzystać z niej codziennie). Przygotowanie wszystkich rzeczy bardzo mnie uspokaja i sprawia, że poranki są po prostu fajniejsze.

Jasne, nie zawsze wszystko pójdzie gładko, czasem zwyczajnie mi się nie chce, zagapię się i nie zaplanuję wszystkich działań. Wtedy jednak staram się wyciągnąć z tego lekcję, coś zmodyfikować. Działać.

 

A czy Wy macie jakieś patenty, jak dobrze zacząć dzień? Ucieszę się, jeśli podzielicie się ze mną z nimi w komentarzu lub wiadomościach – w końcu im więcej sprawdzonych pomysłów, tym łatwiej można znaleźć coś dla siebie.

Jeśli spodobał Wam się ten wpis lub sądzicie, że mógłby kogoś zainspirować, udostępnijcie go lub polubcie.

Ps: To energetyczne zdjęcie budzika pobrałam całkowicie za darmo ze świetnego bloga Jest Rudo. Natalia robi świetną robotę, mam zamiar skorzystać z jej poradników dotyczących fotografii i nieco rozruszać mój sprzęt 😉

  • Madzia Paweł Laurka Kotwa

    Wskazówki, które podałaś świetnie się sprawdzają – sama stosuję podobne “triki”. Więc tylko podpiszę się pod tym 😁 Może jednak dodam jeszcze, że aby wszystko grało, to nie dość, że ja MUSZĘ wstać o zaplanowanej porze, to jeszcze Córka nie może wstać przed czasem 😂 Ja nawet staram się brać pod uwagę wcześniejsze pobudki Córki, ale ona chyba to wyczuwa. Jak np. od 3 dni wstaje o 7:30 i ja sobie zaplanuję, by obudzić się 30 minut przed nią, to Córka z całą pewnością tego dnia obudzi się, najpóźniej, o 7:05 😁
    Na szczęście już się przyzwyczaiłam do tego, że wszystko jest nieprzewidywalne i trochę stresu zeszło.
    Odnośnie jeszcze przygotowywania wszystkiego wcześniej, to nawet przy tak nieprzewidywalnych dniach to ma sens. Przynajmniej tych kilka rzeczy jest zrobionych jak powinno być i jemy ciepłe obiadokolacje 😀

    • Asia Ulczok

      Madziu, dokładnie tak. Te minimum zaplanowania pomaga jednak ogarnąć trochę rzeczywistość. Ja wcześniej śniadanie jadłam dopiero ok. 9, jak dzieciaki odstawiłam do przedszkola. I uważałam, że nie ma szans zjeść wcześniej. A jednak się udaje, choć czasem w biegu 😉

  • Beata P.

    Ja przede wszystkim staram się wstać przed dziećmi (albo przynajmniej starszakiem) i mieć chwilę dla siebie na ludzie – wypić kawę, pogadać z siostrami przez fejsa, pomyśleć nad moją stroną itd.

    • Asia Ulczok

      Mi się to, niestety, najczęściej nie udaje, bo syn śpi z nami i jest bardzo wyczulony na brak mamusi 😉

  • Każdy dobry dzień rozpoczynam kubkiem ciepłej kawy, wtedy na pewno będzie to dobry dzień, no podczas jej popijania tworzę plan działania na cały dzień. Dzień bez kawy to totalny rozgardiasz i poczucie zmarnowano dnia, co plany wtedy brak 😉

    • Asia Ulczok

      Też jestem kawoszem, zdecydowanie!

  • Mój sposób to spanie do momentu, aż Ukochany wyjdzie do pracy. Inaczej przez pół godziny słucham: widziałaś mój sweter? gdzie mój pasek? znowu jestem spóźniony, uprasujesz mi koszulę? 😁

  • My i w tygodniu i w weekendy wstajemy o 6 rano. Zaczynamy dzień po prostu byciem ze sobą – śniadanie, pyszna kawa, zabawa z roczna Córką, spacer z psem. Bez pośpiechu. o 9 Mąż wychodzi do pracy a ja z dzieckiem pracuje w domu i ogarniam inne domowe sprawy. “Odbijamy” sobie W ten sposób fakt ze mąż wraca gdy córka już prawie śpi.

    • Asia

      Zazdroszczę tego samozaparcia do tak wczesnego wstawania. Ja się kładę późno (za późno) i ta 6:45 u mnie to taki maks na razie.

  • Aleksandra Piotrowska

    Zgadzam się z Tobą, że zaplanowanie poranka dużo daje i zaoszczędza późniejszego stresu, a ja też jestem osobą nerwową.