Kobiety, które odchodzą

Kobiety, fale kobiet – żon, rodzicielek, opiekunek domowego ogniska płyną pod społeczny prąd i zaczynają wszystko od nowa. Te matki, które odchodzą od dzieci, żony, które opuszczają mężów, wyznaczają nowy socjologiczny trend… nie mów, że to się nie zdarza w twoim środowisku. Ja znam co najmniej kilka takich historii.

kobiety które odchodzą

 

Basia

“Baśka miała fajny biust…”, lecz po ciążach wyraźnie zmizerniał. Choć prawdopodobnie zauważała ten drobny defekt jedynie sama zainteresowana, bo mąż już przestał patrzeć. Zajęty codziennym zapierdalaniem w swojej małej firemce, zamiast w ciepłe piersi żony zanurzał się w stosy papierzysk. A Basia? Przykładnie starała się udowadniać swą wartość jako pani domu i idealna matka dwóch dorastających synów. No cóż, w końcu na taki układ umówili się już dawno: ona dba o rodzinę i nastrój, on na tę rodzinę i elementy nastroju zarabia. Mąż kochał Basię. Odkąd urodziła mu dwóch męskich potomków, postawił ją na ołtarzu mitycznego macierzyństwa i wielbił jak własną matkę. Gdy Basia przebąkiwała coś o powiększeniu biustu, patrzył na nią z niedowierzaniem – w końcu te piersi wykarmiły ich dzieci i są atrybutem dojrzałej kobiety.

Pewnego wieczoru po powrocie z pracy mąż znajduje w kuchni, zamiast swej żony, lakoniczny liścik informujący, że chłopcy są u jego siostry w sąsiedzkiej miejscowości, do odebrania jutro rano, bo dziś pewnie już śpią. A Basia wyjeżdża w cholerę po nowe cycki i prawdopodobnie już nie wróci.

A Magda?

Z Magdą to było trochę inaczej. Zawsze ambitna, silna z natury, wspinała się po szczeblach korpo-kariery. Ze swoim parterem, a później mężem wzajemnie motywowali się do ciągłego rozwoju. Wspólne pasje, namiętny seks, codzienne inspiracje napędzały ich wyjatkowy związek. Po urodzeniu córeczki Magda szybko wróciła do pracy i figury, była jeszcze bardziej wydajna zawodowo niż przed ciążą. A mąż niespodziewanie wypadł z obiegu. “Jakoś to będzie”, myślała ona, poklepując go po plecach, bardziej koleżeńsko niż z czułą atencją. Nie tracąc pozytywnej energii, mąż zamieszkał na stałe przed monitorem komputera, wyszukując co lepsze oferty pracy. Po miesiącu jałowych polowań nieco przygarbiony zakrył się gazetą z drobnymi ogłoszeniami, po czym osiadł na kanapie z pilotem w ręku. Magda dopingowała, namawiała, płakała. Potem zaczęło ją irytować wszystko, co on zrobił lub nie zrobił: spalił wtorkowy obiad, źle wycierał pupę córce, nie umiał zapamiętać, że białego nie łączy się z kolorowymi. Jego skulona sylwetka, smętnie wkomponowana w pokój dzienny, wywoływała u niej torsje.

W końcu zażądała, by wyprowadził się z ich mieszkania do jego matki. Magda w końcu nie może juz na niego patrzeć, a córka nie powinna dorastać z takim męskim wzorcem w domu, bo za kilka lat nie zdoła stworzyć zdrowej relacji.


W niedawno otwartej modnej kawiarni spotykam się z Werą, koleżanką ze studiów. Słyszałam, że planuje wypisać się ze swojego dziesięcioletniego małżeństwa i stworzyć nowy dom dla siebie i synka u boku nauczyciela francuskiego, którego poznała w zeszłym roku na kursie dla aktywnych zawodowo mam. Po kurtuazyjnym przywitaniu dopytuję o prywatne sprawy.

-Słuchaj, ja oczekuję od życia czegoś więcej, niż ciepłe kapcie i grill u teściów w weekendy – Wera wyprostowała się wygodnie na krześle. – Chcę trzęsienia ziemi, adorowania, komplementów, czerwonego dywanu i kwiatów.

-Twój mąż przecież kupował ci prezenty na różne okazje, a nawet parę razy widziałam go z bukietem – drążę.

-Nie bądź śmieszna –  prychnęła, odgarniając niewidzialny kosmyk włosów. – Nie mam zamiaru wegetować jak ty i większość naszych znajomych. Za młoda jestem, by tkwić w związku bez przyszłości. Założę się, że chciałybyście mieć tyle odwagi co ja i zawalczyć o swoje marzenia, prawdziwą miłość. Wydaje wam się, że tak już musi wyglądać dorosłe życie: utyrane, z wywieszonym jęzorem, by dzieci zadowolić, mężowi zrobić dobrze, a samej paść trupem ze zmęczenia i jeszcze być z tego dumnym.

-Wera, nie dramatyzuj. Mąż patrzy w ciebie jak w obrazek, jest świetnym ojcem, pracuje, dba o was – nie daję za wygraną.

-A czy wiesz, że w łóżku to już nie ma takich fajerwerków, jak wcześniej? Patrzy na mnie jak na opiekunkę naszego dziecka i sprzątaczkę, nic więcej. A że jest dobrym ojcem? No cóż, nie zabronię mu przecież kontaktu z synem. Ja chcę być wolna, robić to, na co mam ochotę. Wreszcie ktoś mnie pożąda!

Spotkanie z Werą otworzyło mi oczy. W końcu obecna kultura napędza nas do zmian, mamy mnóstwo możliwości – bycia, kim chcemy, z kim chcemy i gdzie chcemy. Wystarczy tylko po to sięgnąć i odważyć się… Chyba faktycznie stoję w miejscu.

 

Wieczorem pokazuję szkic wpisu Tomkowi. On ze znudzoną miną przelatuje wzrokiem kilka linijek i obwieszcza, że idzie spać. I dobrze radzi do niego dołączyć. Na co ja zamykam laptopa i udaję się do sypialni.

Frajerka.